Menu
Kolarstwo / Wyprawy rowerowe

Rowerem po Kaszubskich szosach część 1: Kartuzy – Kościerzyna – Wieżyca

Kaszuby od dawna były na mojej liście na rowerową wyprawę. Ich przedsmak miałam poczuć na tegorocznym Gran Fondo Gdynia – moim pierwszym kolarskim wyścigu. W związku z pandemią koronawirusa zawody zostały odwołane, ale “świat się nie zawalił” i zawsze sobie mówię, że życie jest po to, żeby z niego korzystać i swoje marzenia realizować i mimo przeciwności jechać dalej. Jak pomyślała tak zrobiła.

Dlaczego Kaszuby?

A dlaczego nie? 🙂 Pochodzę z Pomorza Zachodniego, moi dziadkowie byli Kaszubami, nigdy wcześniej na Kaszubach nie byłam (jedynie wielokrotnie przejazdem) – wstyd. Majówka na Pomorzu to doskonała okazja, żeby na te Kaszuby wyskoczyć i strzelić sobie 2 dłuższe pętelki, pocieszyć się słońcem, trochę pozwiedzać i oderwać się od stałych tras i trenażera. Szukałam w Internecie jakichś ciekawych kaszubskich tras na szosę i w sumie nie znalazłam zbyt wiele więc przy użyciu Google Maps rozrysowałam plan na 2 pętle max do 100 km.

Dlaczego 100 km? Jechałam sama i bałam się, że może mnie odetnie, albo sprzęt zawiedzie, a serwisy, nawet jeśli jakieś by były na trasie to na pewno nie działały ze względu na koronawirusa, a bliscy musieliby jechać po mnie ponad 120 km z misją ratunkową – nie chciałam robić kłopotu. Plan był jednak taki, żeby było ciekawie 🙂

Kaszuby rowerem: Kościerzyna – Stężyca – Kartuzy – Wieżyca – Kościerzyna

Na początek na tapetę wzięłam okolice Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Pogoda dość niepewna, ale z perspektywą poprawy w ciągu godziny. I tak w ciągu pierwszej godziny wiało, lało i spadł na mnie nawet grad i przez to wszystko się zgubiłam 😀 “To nic Miluś, dasz radę, jeszcze będzie pięknie” – tłumaczyłam sobie i starałam się zachować spokój. Z każdym kolejnym kilometrem faktycznie było coraz lepiej, a później wyszło już pełne słońce. Czasem tak bywa, że na coś dobrego trzeba trochę poczekać i nie warto się poddawać, a przeciwności są po to, żeby późniejsze lepsze momenty cieszyły jeszcze bardziej.

Samochód zostawiłam w Kościerzynie i ruszyłam w stronę Stężycy, żeby stamtąd ruszyć do Kartuz (podobno stolicy Kaszub). Pierwsza część trasy niestety nie porwała i nie tylko przez słabą pogodę, chyba też spodziewałam się czegoś ciekawszego (w sumie sama nie wiem czego). To co jest absolutnie na plus w tych okolicach to to, że kiedy jedno jezioro się kończy, drugie się zaczyna i tak przez praktycznie całą drogę do Kartuz.

Nie zabrakło też kilku całkiem fajnych podjazdów. Udało mi się zabłądzić co miało swoje plusy i minusy – trafiłam na to co lubię najbardziej czyli małą drogę pomiędzy polami z naprawdę pięknymi malowniczymi widokami. Niestety mała droga z czasem zamieniła się w drogę gruntową, piach, drogę z dziurawych płyt, a następnie przeszła w kocie łby co dla mojej Bianki było bardzo traumatycznym przeżyciem, a ten kaszubski piach z jej zębatek wydłubuję do dziś.

Dużo ciekawiej było w drugą stronę czyli od Kartuz w stronę Kościerzyny zahaczając po drodze o najwyższy szczyt na Pomorzu czyli Wieżycę. Ten etap całej wycieczki był zdecydowanie najprzyjemniejszy. Trasa do Wieżycy wiedzie wzdłuż ogromnego jeziora Ostrzyckiego, które przy świetle powoli zachodzącego już słońca prezentowało się przepięknie i choćby dla tego widoku warto było pokonać całą trasę. Następnie podjazd pod Wieżycę (328 m n.p.m), który liczyłam, że będzie nieco bardziej wymagający (tak, jestem podjazdową masochistką) i powrót do Kościerzyny.

Podsumowanie trasy

W sumie, cała trasa liczyła 83 km (licząc z moimi błądzeniami), 700 m wzniosów i zajęła mi nieco ponad 3 h przy bardzo rekreacyjnym tempie 25 km/h (pewnie byłoby znacznie szybciej gdyby nie te kilka kilometrów drogi krzyżowej po piachach, płytach i kocich łbach). Czy wrócę w te okolice? Chyba raczej nie 🙂 W kolejnym wpisie opowiem o miejscach na Kaszubach, do których wrócę na pewno.

Poniżej moja trasa:

No Comments

    Leave a Reply